"Zdechł Ci kot, ale możesz go zatrzymać". Tak w skrócie można opisać zjawisko, jakim jest tak zwany friendzone - sytuacja, w której dwie osoby darzą się przyjaźnią, lecz w pewnym momencie jednej z nich przestaje to wystarczać i pragnie czegoś więcej, ale niestety jej uczucie nie zostaje odwzajemnione. Takie zjawisko występuje w społeczeństwie od lat, ale dopiero kiedy zostało ono przez kogoś nazwane, zaczęło być popularne. Internet aż huczy od skrajnych przykładów nieszczęśników (bądź nieszczęśnic), którzy dali zamknąć się w strefie przyjaźni.
Mówiąc "friendzone" od razu wyobrażamy sobie dziewczynę wykorzystującą na wszelkie możliwe sposoby swojego przyjaciela, który bez cienia zawahania zrobi dla niej wszystko. Nie z czystej przyjaźni, oczywiście. Z niej została w tej relacji już tylko połowa, druga zamieniła się w miłość. Nagle chłopak pod wpływem uczucia staje się romantycznym kochankiem, który wskoczyłby dla swojej lubej w ogień. Obsypuje prezentami, prawi wyszukane (bądź mniej) komplementy, a najmniejsze choćby skinienie palca dziewczyny jest dla niego świętym rozkazem. Oczywiście w tej chwili bardzo hiperbolizuję całą sprawę, ale nie oszukujmy się - mniej więcej tak to właśnie wygląda. Część społeczeństwa pomyśli sobie jakie to urocze i romantyczne, inni natomiast skwitują to prostym "ale czubek". Zastanówmy się jednak kto tutaj jest bardziej niepoważny - facet starający się o względy dziewczyny, czy właśnie owa niewiasta, która, wiedząc o całej sytuacji (bo kobiety są spostrzegawcze i zauważają takie rzeczy - czasami tylko udają głupie twierdząc, że o niczym nie miały pojęcia), wykorzystuje to do własnych celów pod pretekstem "wielkiego przywiązania do chłopaka"? Kto w takiej sytuacji powinien dyktować warunki?
Facet. Facet, facet i jeszcze raz facet. Kobieta z kolei ma obowiązek dać mu wybór, a nie bawić się nim jak swoją ulubioną zabaweczką, którą może wykorzystywać i czerpać profity w postaci uroczych prezentów. Zatrzymywanie chłopaka słowami "bardzo mi na Tobie zależy, zostań ze mną, bo jesteś mi potrzebny" do niczego dobrego nie doprowadzi. Wręcz przeciwnie. Nie sądzę, żeby trzymanie kogokolwiek przy sobie na siłę było na tyle satysfakcjonujące i dające wystarczająco duże pokłady radości, żeby to robić. Gra niewarta świeczki, jak to mówią. Jeśli nie chce się z kimś być, to należy poinformować o tym osobę, u której zauważy się pierwsze znaki świadczące o tym, że ona już wcale nie chce być tylko przyjacielem. Po drugie trzeba postawić sprawę jasno - nigdy nie będziemy razem, więc to Ty musisz zdecydować co chcesz zrobić. Jeśli woli odejść, bo ciężko będzie mu patrzeć jak jego ukochana zaczyna układać sobie życie z kimś innym - w porządku. To z całą pewnością będzie przykre, ale jeśli uważa się kogoś za prawdziwego przyjaciela, trzeba dać mu swobodę i pozwolić na odejście, skoro ma zapewnić mu to lepsze samopoczucie. A Ty, drogi człeku zamknięty w strefie przyjaźni, otwórz sobie drzwi, wyjdź z niej i wyrzuć w cholerę tego zdechłego kota, skoro wiesz, że jeśli go zatrzymasz, to jedyne co będziesz czuł, to smród jego rozkładającego się ciała. Jeśli jednak jesteś w stanie te zwłoki zmumifikować i trzymać je blisko siebie bez większych problemów to proszę bardzo, nic nie stoi na przeszkodzie. Ale niestety nie jest to łatwe zadanie i nie każdemu się udaje. Dlatego właśnie kobiety powinny wykazać trochę empatii i nie kierować się egoistycznymi pobudkami. Przyjaźń do tego zobowiązuje. Życie do tego zobowiązuje. Trzeba nauczyć się, że podejmowanie ciężkich decyzji, nawet jeśli są one bolesne, jest umiejętnością niezbędną w dzisiejszym świecie. Bez tego nie zbudujemy żadnej wartościowej oraz długotrwałej relacji. Niestety.
Cały czas mówiłam jedynie o sytuacji, w której to kobieta daje przysłowiowego "kosza", a mężczyzna jest w całej sprawie poszkodowany. Oczywiście to działa w obie strony - dziewczyny również wchodzą w strefę przyjaźni i często nie potrafią się z niej wyrwać. Przywiązanie jest za silne, a emocje biorą górę - szczególnie, gdy przyjaźń trwała kilka dobrych lat. W takiej sytuacji to facet powinien zachować się jak opisana wyżej kobieta. Zasady nie ulegają tutaj zmianie w zależności od płci. Friendzone to taki mały pokój tortur - ciężko się z niego wydostać, ale jeśli tylko się chce, jest to możliwe do osiągnięcia. Czasami nawet łatwiej niż mogłoby się z początku wydawać. A jeśli ktoś to lubi... Niech w to brnie. Co kto woli.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz